wtorek, 17 grudnia 2013

Gabinet Chaza'ela

Chiron, gdy rozejrzał się po swoim pustym gabinecie, w którym znajdowało się tylko biurko z dwoma krzesłami, interkom i drzwi na zaplecze, postanowił nieco odświeżyć "desing" pokoju. Usiadł sobie na biurku, zaczęła ogarniać go biaława energia pomieszana z czarną, a z jego pleców wylazł kościotrup, z zasklepionym jednym okiem. Pomimo nie posiadania strun głosowych, kościotrup spojrzał się na Chirona, powędrował na swych kościanych, długich nogach przed niego i spojrzał mu w oczy, jednakże pomimo ich braku, powiedział lekkawo piskliwym głosem. - Serwus! - kościotrup rozejrzał się po pokoju, a na twarzy Chaza'ela pojawił się uśmiech. - Witaj Jack. Podoba się Tobie mój nowy gabinet? Bo mi nie. - Jack, tak miał na imię kościany kompan Chaza'ela. Rozejrzał się znów dookoła i spojrzał na Chirona. - PUSTY! Jakiś taki, bez charakteru! - Chaza'el przytaknął. - Masz rację Jack, trzeba go udekorować. Masz jakieś pomysły? - Chaza'el zszedł z biurka i również rozejrzał się dookoła. Jack, znów przecząc jakiejkolwiek biologii, uśmiechnął się. Wystawił ręce do góry i głośno krzyknął. - Ja bym nie miał pomysłu?! Ja? Wielki Jack!? Za kogo Ty mnie masz Chiron! - Chiron puknął Jacka po czaszce delikatnie, wtem Jack się jak gdyby ocknął - No tak, idiota ze mnie, po co byś mnie przyzywał do świata żywych, rozumiem aluzje...tak...wiem...Cicho Chiron, nie waż się nic mówić, już zabieram się do roboty! Ale wiesz, musisz mi coś dać bym rozpoczął. - Chaza'el, na którym uśmiech nie znikał, wystawił dłoń przed Jacka i utworzył w niej białą kulę, emitującą czarnymi wstęgami. Jack złapał kule i włożył ją w siebie. Energia rozprzestrzeniła się po całym jego kościanym ciele. Zaczął nabierać jak gdyby ciała. - No Chiron, lubię tę Twoją energię. Ty znasz się na śmierci, ja znam się na innych rzeczach, jednak... - kucnął Jack, kładąc swoje ręce na ziemie. - CZAS NA DEMOLKĘ! - wydarł się, tylko że po przejęciu kawałka energii Chirona jego głos stał się basowy, mniej irytujący stanowczo. 
Z dłoni Jacka wychodziła biała energia Chaza'ela, rozprzestrzeniająca się po gabinecie. Tam, gdzie przeleciała, tworzyła kościane dodatki. Framugi, listwy, części drzwi zostały pokryte kośćmi. Wszelkie elementy na drzwiach, oknach. Całe biurko, jak i krzesła stały się teraz nie metalowym bez charakteru przedmiotem, a kością zmodyfikowaną tak, by spełniały zadanie swoich poprzedników i by otrzymały duszę. Okno zostało lekko pobrudzone, zatem panował delikatny mrok wewnątrz gabinetu. Utworzyły się meble z kości, szafki, pusty gabinet został wreszcie wypełniony najróżniejszymi przedmiotami, meblami z białej jak łza kości. Kilka szafek po bokach, biurko w kościanym stylu, kilka krzeseł z kościanymi podłokietnikami, lampa, z której padało delikatne, srebrne światło niczym od księżyca tworzyło bardzo dziwną atmosferę, w której jednak sam Chiron czuł się idealnie. Usiadł na swoim kościanym fotelu za biurkiem i położył nogi na kościanym stole. Interkom nawet był pokryty kośćmi. - Świetna robota, Jack. - powiedział spokojnie Chaza'el. Jack spojrzał się na Chirona.
Ciało znów zniknęło z Jacka, pozostawiając tylko kości. Energia się skończyła. Jack usiadł na jednym z krzeseł dla pacjentów i zaczął kręcić się na krześle z kości. - Wiadomo! Jack zawsze do usług! Tyś nie jest artystą takim jak ja! - jego irytujący głos znów powrócił, a zwłaszcza wtedy, gdy krzyczał. - Aż mam chęć zaproszenia do mojego gabinetu więźnia. - Chiron wyciągnął strzykawkę z kieszeni i wypuścił nieco z niej substancji. - By sprawdzić...jego wytrzymałość na ból. - uśmiechnął się, spoglądając na Jacka. Kościotrup również się zdał uśmiechnąć. Podszedł do doktorka i przybliżył do niego twarz. - Będzie baaaardzo bolało?! Ale już nie o tym. Zrób abrakadabra i mnie zniknij Hiro. Ale wiesz, nie? NIE przejmuj innych dusz i ciała tak jak mojego! Wole być na Twoich tylko usługach, kminisz?! - Chiron przytaknął, wystawił rękę w stronę Jacka, a Jack wniknął w jego dłoń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz