
Buuuuuu!
To już ponad cztery lata. Przyznajcie się, kto jeszcze żyje i czasami tu zagląda? Nie tęskno Wam trochę do starych czasów?

Teraz się o dużo zmieniłem. Moje włosy przybrały fioletową barwę, znaczy, ja je pofarbowałem. Ciemny fiolet, bardzo ciemny, często czarny w niektórych miejscach, chyba. Tylko w blasku księżyca rozświetla się niczym fioletowa żarówka, ponoć. Inaczej to wygląda, jakbym miał zwyczajne fioletowe pasemka na grzywce, ale nie jest źle. Dbam o swoje włosy, gdyż mam je po prostu długie. Przeszkadza mi nieco niekiedy ich długość, ponieważ długi kosmyk włosów często leży na mojej klatce piersiowej. Twarz mam nieco dziecinną, przypominającą osiemnastolatka. Nieco ostrawy kształt twarzy, o ile tak to można nazwać. Wyglądam na spokojnego i chyba wzbudzam spokój u innych. Moje oczy są jak zwykle, w srebrnym kolorze czy szarym, nie wiem jak to nazwać. Zresztą wiesz, że przez te oczy nie widzę kolorów. Irytujące jest być daltonistą. Ponoć wiele osobników z mojej rasy nie widzą kolorów, ale może znajdę kiedyś sposób na przywrócenie normalnego widzenia. Przeważnie noszę białą koszulkę, zwyczajny T-shirt, bez nadruku. Do tego czarny uniformek, którego uwielbiam, wiesz o jaki mi chodzi, ten z białymi elementami, wyglądający jak marynarka. Oczywiście, czarne spodnie, a do tego albo glany, albo zwyczajne trampki. Nieco urosłem, mam jeden metr i chyba z siedemdziesiąt pięć centymetrów. Wyrzeźbione ciało, codziennie trenuje. Muszę być w formie. Nie często się uśmiecham, mam neutralny wyraz twarzy. Tutaj masz zdjęcie.
![]() |
| Gdybym mógł napisać swój los od nowa, powtórzyłbym go. |
-Choruje, o ile tak to można nazwać. Musi przez to nosić maskę przeciwgazową by choroba pozostała w nienaruszonym stanie, inaczej, gdy osiągnie ów choroba ostatnią fazę, staje się prawdziwym wampirem. Może przyspieszyć przemianę, dźgając się od razu kołkiem w splot słoneczny.
Od najmłodszych lat Marshall był czarną owcą w rodzinie, niechcianym dzieckiem, wypadkiem przy pracy. Rodzina nie uważała go jako swoje dziecko, a jako kolejnego służącego na ich dworku, zajmującego się tym, czym im się nie chciało. Marshall był wtedy jeszcze pogodnym chłopakiem, chcącym jedynie miłości i akceptacji. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, tylko nieco wyglądem i nazwiskiem. Jako rodzice i po to, by nie szargać swojego dobrego imienia, wysłali swoje dziecko do prywatnej szkoły, w jakiej to wiele osiągał i bezproblemowo piął się ku górze tylko po to, by pokazać że jest wart swojego nazwiska. Po powrocie ze szkoły siadał przeważnie przy swoim biurku i uczył się z różnorakich książek, jakie to miał pod ręką. W szczególności fascynował się książkami technicznymi swojego ojca jak i zwyczajną fantastyką. Chciał być tylko zaakceptowany, zauważony przez swoich rodziców, nie być postrzegany jako kolejny ze służących. Trzeba podkreślić, że służący nie byli najlepiej traktowani. Nauczył się przez to wszystko perfekcjonizmu, o ile można tak to nazwać. Zaczął tworzyć różne gadżety dzięki wiedzy zaczerpniętej z książek ojca, pokazując je personelu i rodzicom. Chwalił się tylko po to, by zostać zauważonym w życiu rodziny. Udało mu się to. Zyskał prestiż możliwości uczestniczenia w ważnych obradach rodzinnego biznesu. Dostawał zadania, by wygłaszać w ich imieniu przedmowy. Ale to znów nie było satysfakcjonujące zajęcie. Rodzina dalej nie zmieniła wobec niego stosunku, był od czarnej roboty, a jego wysiłki nie były w pełni zauważone Nie przeszkadzało to jednak Marshallowi, dalej starał się dążyć do tego celu, tak jak jego rodzice dążyli do pieniędzy i prestiżu. Cała pozytywna energia opadała wraz z wiekiem, gdy wiedział i widział więcej. Światopogląd powoli ulegał zmianie, gdy wreszcie wydoroślał do zrozumienia świata i rządzących go reguł. Coraz bardziej się irytował ignorancją ze strony rodziców. Pewnego dnia jego irytacja osiągnęła zasłużone apogeum.
Umiejętności: Odkąd pamięta potrafił się posługiwać niezwykle
rzadką i niebezpieczną odmianą magii, którą osobiście nazwał "magią chaosu". Była tak niebezpieczna, ponieważ pozwalała na zaginanie
samej rzeczywistości i sprawianie by działy się rzeczy, które dziać się nie
powinny. Przykładowo użytkownik takiej magii byłby w stanie zmaterializować
losowy przedmiot dowolnej wielkości, lub sprawić, by inny przedmiot lub nawet
człowiek zmienił swój kształt i właściwości, czy nawet całkowicie zniknął;
Potrafiłby również wyłączyć, zmienić, lub odwrócić grawitację na danym obszarze, a nawet
stworzyć własną; Potrafiłby dematerializować siebie i inne obiekty tak, by przenikały przez przedmioty; Potrafiłby zaginać czas i przestrzeń w taki sposób by zbliżać
jedno miejsce do drugiego i robiąc zaledwie jeden krok znajdować się w zupełnie
innym miejscu. Możliwości takiej magii są właściwie nieograniczone, wszystko
zależy jedynie od wyobraźni i umiejętności użytkownika…